Cześć, kochany

    2

     

    Trudno jest mi się określić, po prostu uczucia nie idą w parze z niczym, nic się nie składa, układa, nie jest takie jak powinno. Dziś, i od dziś do końca dni potrzebuję jak nigdy słońca, po to by się uśmiechać, nie tylko ustami, ale policzkami, oczami, szyją, włosami, wszystkim po prostu. Potrzebuję słońca w moim życiu, które będzie tym, że dla od mojego uśmiechu dla ciebie wszystko będzie kilka razy jaśniejsze. Czy kiedykolwiek tak było?

    Czy zagubiłam się tak bardzo sama w sobie, że nie zauważam? Zauważam, całe to oddanie, zauważam kilometry które dziennie pokonujesz bym nie szła sama. Ale ja zauważyłam że potrzebuję więcej, to źle? Potrzebuję żebyś dla mnie pozbył się nikotyny w organizmie, tak samo jak miłości w twoich oczach, i zrozumienia dla moich humorów. Jestem tylko młodą dziewczyną która za szybko zaczęła, za dużo wzięła na swoje barki, a która potrzebuje twoich, mocniejszych.

    Myślę dziś o reklamie z lodówką, nocnym wstawaniem mężczyzny po truskawki dla swojej kobiety, pamiętasz, śmialiśmy się że u nas nie będzie inaczej, kiedyś.

    Wstań, wstawiłam wodę na kawę, kiedyś, kiedyś, kiedyś.

    Zapisek pierwszy

    8

     

     

    Czasem trudno ogarnąć to co piszę- to tyle słowami wstępu.

    Jest niedziela, a całe niedziele zajmuje mi siedzenie na stoisku z lakierami w hipermarkecie, to jest, moja praca, w której według mojej umowy, przesiedzę najbliższe pół roku. Przyznaję, żaden to szczyt ambicji, ale praca dla mojego stanu idealna; posiedzę, poczytam książki (które łykam z niewyobrażalną szybkością), pogram w game boya, i jem, ciągle jem. I za te wyczyny + od czasu do czasu obsłużenie klienta, co robię z moim najlepszym uśmiechem, co miesiąc na moim koncie nie najgorsze pieniążki.

    No i mój stan. Czwarty miesiąc. Coraz większy brzuch, w brzuchu kotuś, kotuś zwany fasolką, fasolka o imieniu Michalina, choć nie wiadomo jeszcze wcale czy to nie będzie facecik. I dokładnie dzisiaj  wchodzimy z Miśką-fasolką-kotusiem w nasz czwarty miesiąc razem, i 9,7cm wielkości.
    O kotusia staram się dbać, łykam witaminki, plus od kilku dni żelazo, noszę nawet znienawidzoną czapkę, choć to i tak nie na wiele się zdaje, bo już drugi raz jestem przeziębiona.

    No więc będę tak sobie siedzieć na tym stoisku, prawie do końca pobytu kotusia w brzuszku, i będę tyła, tyła, tyła bo wiem że wciąż będę jadła, jadła i jadła, wszystko zasługa kotusia. Dzisiaj dziwi mnie nawet mój dobry humor, bo przecież niedziela. A tyle przed nami, przecież.


    • RSS