Do tej pory było w porządku. Cieplej, chłodniej, zimniej, ale bez upałów. Najlepiej było tak, jak było wczoraj, ale nie, musiało przygrzać do ponad 30 stopni. Upałów nie kocham. Latem zawsze uciekałam z Hiszpanii do Polski na ten trudny dla mnie czas, ale okazuje się że w Polsce wcale nie bywa lepiej niż tam…

Jeszcze siedzimy z Miśką w domu i się dusimy, bo rzecz jasna, zaduch w mieszkaniu musi być. Okna mam pootwierane we wszystkich możliwych miejscach, a przeciągu jak nie było tak nie ma. Ptysia zasnęła w samej pieluszce, nawet tulenie szmatki-przytulanki okazuje się dziś trudno-wykonalne. Przed drugą poranną drzemką nawet ją wykąpałam, taka była już klejąca. Ja zresztą też, więc kiedy zasnęła, wskoczyłam i ja pod prysznic. Ulga na 30 minut.

Nawet nie chce mi się ogarnąć w domu, z utęsknieniem czekam na wieczór. Pootwieram wszystkie okna i będę cieszyć się chłodkiem, starając nałapać go jak najwięcej na rano – a rano już okien nie otworzę. Czekam teraz w samej bieliźnie i z gotowym make-up’em (podkład zamieniony został na krem z filtrem 20 oczywiście :D) aż moje spocone maleństwo się obudzi, bo mamy iść na spacer wypróbować rowerek, który wczoraj po przyniesieniu do domu zrobił istny szał, i od samego rana słyszę jak Misia bardzo chce „brum brum”.

Najchętniej spacer przeniosłabym na godzinę 20. wieczorem, ale moja latorośl przyzwyczajona do ciepłej kąpieli przed godziną 19., pewnie nieźle odreagowałaby tę zmianę dzisiejszej nocy.

A wczoraj chodziłyśmy za rączkę po placu zabaw, i to dość długo :) Głupia ze mnie matka, jakoś wcześniej nie pomyślałam że moje dziecko na spacerze chciałoby sobie pochodzić! Dopiero przyjaciółka mi to zasugerowała, i trafiła w samo sedno. Ale mam na siebie usprawiedliwienie! Wcześniej Miśka stawiana na ziemię zginała nóżki i chciała raczkować, a nie stać. Dopiero od niedawna ma ciągotki do chodzenia za rączkę. A z pierwszymi kroczkami czeka chyba na tatusia :-) Wczoraj poczyniony został pierwszy samodzielny krok w stronę piaskownicy (również po raz pierwszy), który skończył się upadkiem i wielkim, jednominutowym płaczem :-)

Nie mogę się doczekać wypadów nad wodę, bo to wszystko przed nami po raz pierwszy. Ale boję się tego cholernego słońca, i tej cholernej pogody. Trudno dziś znaleźć gdziekolwiek cień…

P.S. Czy ktoś mnie jeszcze w ogóle czyta? :D