Nie będę oryginalna, bo i tym razem MUSZĘ to powiedzieć: cholera jak zleciało! Czyli jedenaście miesięcy temu o tej porze nie mogłam przestać przyglądać się mojej nowo narodzonej kruszynce którą w końcu mogłam przytulić i pocałować… Teraz ta kruszyna wciąż kruszyną jest, choć nieco większą, ale zawsze. Sama nie wiem co powiedzieć, jestem szczęśliwa że mogę tego wszystkiego doświadczać, w zdrowiu, szczęściu i bez większych problemów życiowych. Jestem szczęściarą!

Jeśli chodzi o wagę Michaliny to zbyt wiele się nie zmieniło przez ostatni miesiąc, a właściwie przez ostatnie dwa miesiące nawet. Misia jest przeziębiona, więc kiedy w środę była z moją mamą u lekarza, pediatra przy okazji ją zważyła i wynik nie był imponujący. Ale pediatry to nie zaniepokoiło, bo Mała rozwija się prawidłowo- być może taka jej uroda, nie bez znaczenia jest też pewnie fakt że moje dziecię nie potrafi spokojnie usiedzieć na pupci i cały dzień intensywnie śmiga tu i tam, jak nie raczkując to prawie biegając, trzymając się mebli.

Nie mniej jednak, apetyt ma niesamowity, i wszystkiego chce próbować (nie da się przy niej niczego zjeść na spokojnie); oprócz piersi którą podjada w nocy i przed samym snem, dziennie je 5 posiłków – śniadanie, pierwsze śniadanie, obiad (cały duży słoiczek!), podwieczorek i kolacja. Ewentualnie między obiadem a podwieczorkiem podaję jej coś lekkiego na deserek. Warto wspomnieć że od kilku tygodni karmienie jest mieszane, czyli kp i mm. Zęboli – dwie dolne jedynki.

Rozmiarowo – nie wiem. Wiem że ubranka to mniej więcej rozmiar 74cm. Choć mam też takie których używam odkąd mała miała 5 miesięcy i wciąż są na nią dobre… także tu chyba nie ma większej reguły :-)

A rozwojowo… Mija dopiero miesiąc jak nie ma z nami P., a ja przez Miśkę mam wrażenie że to co najmniej pół roku. Przede wszystkim mam bystre i kochane dziecko z dobrym serduszkiem :) Kiedy się przypadkiem uderzę i wypowiem na głos „Auuaaa” ona od razu wywija dolną wargę i ryczy. Leci do mnie na czworakach, wciska mi głowę na kolana i ryczy, łącząc się z mamusią w bólu :D Dużo rozumie kiedy ją się o coś pyta, ma szybkie reakcje. Potrafi naśladować pieska, kotka, krówkę i autko (wydając odgłosy) kiedy się ją o to poprosi, podaje mi proszoną przeze mnie rzecz, ładnie naśladuję mowę, próbuje powtarzać. Wyraźnie pokazuje kiedy jest rozżalona, daje znać kiedy chce już iść spać (bierze swoją szmatkę przytulankę, smoka do buzi i mruczy „aaa”) i kiedy ma ochotę na harce. Słucha się kiedy mówię że czegoś nie wolno, przychodzi kiedy ją wołam, pięknie i chętnie bawi się z innymi dziećmi. Nauczyła się już schodzić z łóżka, a nawet załapała że nie robi się tego głową w dół a na odwrót… ;) Codziennie „Dzwoni” do taty („hajo tata?”), całuje i tuli maskotki, dobiera się do kontaktów… :) Tańcuje przy muzyce (kiwa się i kołysze pupcią oraz jedną nóżką), kosi kosi łapki, robienie „papa”, „a ty a ty” i „Cacy” to dawny standard… daje też buziaczki (mamusi zawsze, inni się muszą naprosić :)).

No jest kochana jednym słowem, słoneczko moje piękne! Jestem z niej bardzo dumna, i boli mnie serducho że P. tyle omija… Cieszę się każdym, nawet tym najmniejszym osiągnięciem :) Trzeba się cieszyć, w końcu dzieciaki rosną- zdecydowanie zbyt szybko…