… Dzień Mamy ma się rozumieć :-) Co prawda nie dokładnie świętuję, ale miło pomyśleć że za parę lat dostanę na tę okazję laurkę od córy lub kwiatka, albo może rysunek? Także właśnie doszło mi w życiu nowe, piękne Święto… :-)

Tymczasem izolując się od myśli ładnych, siedzę zmarznięta pod kocem (na dworze tylko jakieś 8 stopni C!) bo w bloku już nie grzeją, wróciłam dziś do naszego mieszkania po 4 dniach u mamy (praca + choroba) no i dalej siorbię nosem, czerwonym już do granic możliwości, mocno piekącym w dodatku. Gardło póki co przestało tak cholernie piec, ale zamieniło się chyba z uciążliwym kaszlem. Całe szczęście że Misiula się ode mnie nie zaraziła. Może moje mleczko faktycznie dobrze jej robi? (Wciąż karmię – nie potrafię ostatecznie jej odstawić od piersi!)

Misia śpi, a ja męczę internet, fora, strony z opiniami i allegro w poszukiwaniu spacerówki. Jak można być aż tak niezdecydowanym? Mam już odłożonego Navingtona Cadeta a jednak dalej kręcę i szukam. A powinnam przecież grzecznie wstawić pranie, bo cała jej górka robi się lekko niebezpieczna, przetrzeć kurze no i przeprasować kolejną, niepokonaną kupkę mini prania. Wstawię chyba pranie i dalej będę tłumaczyć sobie że dziś jestem zbyt zmęczona by zrobić jeszcze cokolwiek innego.

Michaśka przechodzi skok rozwojowy, nagle jest z nią super kontakt, rozumie większość co się do niej mówi, jest bystra i ma bardzo szybkie reakcje. Kojarzy różne rzeczy z danymi czynnościami, potrafi pokazać co chce, rozpoznaje osoby, okazuje swoją radość, zdenerwowanie, jest po prostu świetna! Nie mogę się nią nacieszyć, bo jeszcze miesiąc temu nie była taka bystra, a tu nagle mam smart bobasa :-) Szkoda że tatuś tego nie widzi, ale jeszcze miesiąc i będzie z nami na jakiś czas.