W końcu jest! Od wczoraj! Niedobra ze mnie matka, bo nie ja go dojrzałam, a 9-cio letnia siostra P. Póki co nawet go nie widziałam, czułam jedynie palcem i jest, osssstry mały kieł! Dolna jedynka, chyba prawa (w dalszym ciągu niedobra ze mnie matka że nie znam tak istotnych szczegółów).

Ale ten tydzień miałam tak zakręcony, tak pełen pracy, że nie miałam na nic sił, a Misię widziałam naprawdę niewiele. Ale jeszcze tylko 6 godzin pracy w niedzielę i kilka dni wolnego, bo w przyszłym tygodniu pracuję tylko dwa dni. I się sobą nacieszymy w końcu :-)

Szczerze mówiąc nie martwiłam się brakiem zębów, ale cieszy mnie już ten jej pierwszy kieł. Nareszcie będzie miała czym konkretnie chrupac (choc już do tej pory mieliła dziąsłami naprawdę bardzo dużo…).

W niedzielę po pracy pakuję się i lecimy z Miśką do naszego mieszkania które tydzień stało puste (właśnie przez ten nadmiar godzin w pracy, przeniosłyśmy się na tydzień do mojej mamy, dla wygody jej). A teraz lecę spac, bo dziś jestem wyjątkowo padnięta po dziesięciu godzinach pracy. Trzeba trochę zamknąc oko, zanim dziec się obudzi po raz pierwszy tej nocy. :-)