Zawsze było tak kiedy ja byłam w Hiszpanii, a Ciebie ze mną nie było. Chciałam żebyś wiedział co dzieje się u mnie- jakoś głębiej. Kiedyś było głębiej przynajmniej, dziś nasza rozmowa sprowadza się głównie do spraw typu Misia, nasz dom, moja praca i wydatki. I dziś chcę żebyś wiedział co u nas, nie tylko u mnie już. I jak sobie radzę też. Przecież wiem że mnie czytujesz, czasami. Jesteś jedyną osobą z „realnego” życia która zna ten adres. Zresztą mało osób czyta co tutaj piszę. Nieważne, piszę tu by móc pamiętac o tym wszystkim, dziś kiedy czas tak pędzi i o niczym nie jesteśmy w stanie pamiętac tak dobrze.

Ten pierwszy tydzień ponad odpoczywałam. Od Ciebie, od nas, od całego tego bałaganu, u Ciebie zresztą pewnie było tak samo. Później zaczęłam tęsknic, a dziś mam na serduchu taki ciężarek kiedy pomyślę że Cię nie ma przy nas. Delikatny taki, bo dziś ta tęsknota mi służy, wiesz? Pozwala poczuc się jak kiedyś. Sam wiesz że jej potrzebujemy, tak samo jak tych kilometrów nawet. My,we dwoje, dla nas i dla przyszłości naszej rodziny. Wierzę że cały ten czas cokolwiek w nas zmieni, pozwoli zrozumiec, przemyślec, życ może jakoś trochę inaczej. Potrzebujemy tego, Misia też. Musimy dla siebie, ale musimy też dla niej.

Wszyscy pytają się mnie jak sobie radzę. A ja radzę sobie świetnie. Pamiętasz chyba, jak nauczyłam się samodzielności i organizacji w pierwszych miesiącach życia naszej Małej. Zawsze lubiłam brac wszystko co było z nią związane na swoje barki. W domu wszystko okej, bo i tak zawsze musiałam tak długo prosic Cię żebyś cokolwiek naprawił, przestawił czy wyniósł. Tygodniami, jeśli nie miesiącami. Dlatego cholernie (!) zdziwiłam się kiedy tego wieczora kiedy wyjechałeś położyłam się do łóżka, a kontakt nad nim był naprawiony.

Teraz będę robiła z „graciarni” w końcu coś pożytecznego. Spakowałam cały Twój bajzel w kartony i niedługo czeka mnie wyniesienie wszystkiego (wciąż zastanawiam się gdzie, bo zabrałeś ze sobą klucz od piwnicy) co niepotrzebne. Zrobię z tego małą biblioteczkę. Przymierzam się jeszcze psychicznie do sortowania zawartości kartonów, czyli decyzja- co wywalamy, co zostawiamy. Trochę boję się tam zaglądac. Jutro mój tato pojedzie po „kratownicę” którą kupiłam – pamiętasz, mówiłam Ci o tej półce. Będzie stała właśnie na tej ścianie przy której teraz stoją te zbędne kartony. Jest dokładnie w kolorze biurka przy którym stoi Twój komputer. Wywołam w końcu zdjęcia które już dawno powinny zostac wywołane i postawię je na kratownicy, wymieszane z moimi książkami. Na biurku będzie panował spokój. Teczki i segregatory z dokumentami, gdzie nic nie będzie miało prawo się gdzieś zapodziac. Zobaczysz, będzie naprawdę fajnie. Kiedy odmówili nam domu, byłam tak zawiedziona że pomyślałam że muszę zrobic wszystko żeby się takiego dorobic. Ale póki nie jest to możliwe, mam zamiar rozpieszczac mieszkanie w którym mieszkamy teraz. Ściągnęłam też drzwi z kuchni, bo nie ma już nikogo kto chodziłby tam palic (czy zdajesz sobie sprawę jaki to dla mnie spokój?). Kiedy śpią u mnie Mateusz z Natalą, gonię ich na dół kiedy chcą zapalic, Ciebie zresztą też będę kiedy wrócisz.

A Misia… Miśka coraz bardziej się do Ciebie upodabnia! Wyobraź sobie, posiada już swoje „widzimisię”, wygina się i wydziera kiedy coś jej się nie podoba. I z największym uporem wciąż raczkuje i wstaje przy biurku (spokojnie, u mojej mamy!) i koniecznie chce uderzac w klawiaturę. A spróbuj ją tylko stamtąd zabrac! To ci narobi krzyku :-)  Będąc na kawie u Twojej mamy Miśka próbowała włożyc kabel USB od myszy do wejścia USB w jej komputerze. Nie wiem skąd wiedziała, że TO akurat właśnie trzeba włożyc TAM.

Ale jest kochana. I codziennie robi do Ciebie „halo halo”. Do swojego taty. Szkoda że jej nie widzisz, jak zabawnie marszczy nos, jak bije sobie już brawo kiedy uda jej się coś zrobic.

Trochę szkoda że tak mało ze sobą rozmawiamy, że jesteśmy dla siebie tak mało dostępni. Ale może ten blog teraz to dobry sposób na to żebym zrobiła sobie lżej na duszy, a zrobię to pisząc tu do Ciebie wszystko co u nas. Rozumiesz, tak po prostu po swojemu i dokładniej, nie tak na szybko ze strachem że zaraz znikniesz a ja muszę wyjśc akurat do pracy. Wiem że będziesz czytał kiedy znajdziesz chwilę. Może dla Ciebie to też okaże się jakimś lekiem na kilometry.