Wpisy z okresu: 5.2013

    Świętuję dziś po raz pierwszy

    2

    … Dzień Mamy ma się rozumieć :-) Co prawda nie dokładnie świętuję, ale miło pomyśleć że za parę lat dostanę na tę okazję laurkę od córy lub kwiatka, albo może rysunek? Także właśnie doszło mi w życiu nowe, piękne Święto… :-)

    Tymczasem izolując się od myśli ładnych, siedzę zmarznięta pod kocem (na dworze tylko jakieś 8 stopni C!) bo w bloku już nie grzeją, wróciłam dziś do naszego mieszkania po 4 dniach u mamy (praca + choroba) no i dalej siorbię nosem, czerwonym już do granic możliwości, mocno piekącym w dodatku. Gardło póki co przestało tak cholernie piec, ale zamieniło się chyba z uciążliwym kaszlem. Całe szczęście że Misiula się ode mnie nie zaraziła. Może moje mleczko faktycznie dobrze jej robi? (Wciąż karmię – nie potrafię ostatecznie jej odstawić od piersi!)

    Misia śpi, a ja męczę internet, fora, strony z opiniami i allegro w poszukiwaniu spacerówki. Jak można być aż tak niezdecydowanym? Mam już odłożonego Navingtona Cadeta a jednak dalej kręcę i szukam. A powinnam przecież grzecznie wstawić pranie, bo cała jej górka robi się lekko niebezpieczna, przetrzeć kurze no i przeprasować kolejną, niepokonaną kupkę mini prania. Wstawię chyba pranie i dalej będę tłumaczyć sobie że dziś jestem zbyt zmęczona by zrobić jeszcze cokolwiek innego.

    Michaśka przechodzi skok rozwojowy, nagle jest z nią super kontakt, rozumie większość co się do niej mówi, jest bystra i ma bardzo szybkie reakcje. Kojarzy różne rzeczy z danymi czynnościami, potrafi pokazać co chce, rozpoznaje osoby, okazuje swoją radość, zdenerwowanie, jest po prostu świetna! Nie mogę się nią nacieszyć, bo jeszcze miesiąc temu nie była taka bystra, a tu nagle mam smart bobasa :-) Szkoda że tatuś tego nie widzi, ale jeszcze miesiąc i będzie z nami na jakiś czas.

    Pamiętam że maj, że pustka

    2

     

    O czym właściwie powinnam pisac by zrobic sobie lżej na duszy? Chyba o tym co w nas aktualne, by pamiętac o tym o czym zresztą szybko zapomniałoby się, gdyby nie było gdzieś zapisane. W zeszłym roku pisałam tu o maju, o pustce, nowym życiu coraz bardziej rozpychającym się w środku.

    Moje szczęście ma już dwie dolne jedynki, które radośnie ostrzy na wszystkim co jej wpadnie w jej małe łapki. Kiedy wracam z pracy pędzi do mnie na czworakach z takim impetem że nie raz, nie dwa, robi sobie przy tym krzywdę. Marszczy nos i piszczy z radości na zmianę kiedy ją przytulam i mówię jak bardzo tęskniłam. Sama do siebie uśmiecham się przez całą powrotną drogę z pracy, bo wiem jak moja córka zareaguje na mój widok. To cudowne, zajebiste, przepiękne.

    Nawet kiedy wchodzimy razem do pustego mieszkania, i wiem że zostaniemy w nim same we dwie, czuję się jakoś raźniej. Brak mi czasu na zastanawianie się że może jestem zmęczona, przygnębiona, że może tęsknię za jej tatą. Muszę przecież tworzyc dom dla niej, i dla jej taty, który w końcu przecież do nas wróci.

    Mówię do Michaliny ostatnio – „spójrz! kto tam jest? Mama i Misia!” , na co ona „ne! tata…”  Tęsknimy obydwie, czujemy Twój brak na każdym kroku. Porządek i cisza w domu są piękne i cudowne, ale mógłbyś już do nas wrócic.


    • RSS