Z Miśką. Długo nie pisałam, może z deficytu czasu czy z nadmiaru zdarzeń w naszym życiu. Jutro minie tydzień jak nie ma z nami P. Znów będziemy na kilometry, na ich tysiące. Ale teraz sprawa wygląda trochę inaczej, bo łączy nas mały dzieć, a w wieku niemowlęcym trzy miesiące to przepaść czasowa. Mam serce na temblaku na myśl, że P. ominą jej pierwsze kroki.

Nie ukrywam jednak że mam mieszane uczucia, cieszy mnie jego wyjazd, bo nasz związek właśnie tego potrzebował, i to właśnie w tym czasie, jeżeli miałby przetrwać. Trzy miesiące to odpowiedni czas na to byśmy mogli przemyśleć sobie wszystko na spokojnie, ochłonąć i zdążyć zatęsknić. Tak zdrowo zatęsknić za sobą.

Wyjechał zostawiając mi bałagan w mieszkaniu, w każdym jego metrze kwadratowym chyba. Cieszę się że wszystko ogarnęłam, tak samo jak cieszy mnie myśl że bałagan już „sam” się nagle nie zrobi. Jak wyjdę z domu, tak będę miała kiedy do niego wrócę. Możecie się śmiać, ale to również pewna ulga na psychice ;D Ale radzę sobie świetnie, czasem muszę się z czymś podwoić by coś zrobić, ale w zasadzie jest okej. Tylko wieczory są trochę smutne, bo mieliśmy zwyczaj jadać wspólnie kolację, później pić wspólnie herbatę, oglądać coś i śmiać się- też wspólnie. Mimo wszystko, jakby między nami nie było, te kolacje były chyba nasze.

Zastanawia mnie (i martwi jednocześnie) jedynie, czy P. zdąży wrócić do lipca. 6-tego lipca chciałam zrobić urodziny i chrzciny Miśce, a tydzień później jego brat się pobiera, a P. zgodził się być świadkiem. A jeśli chodzi o śluby i wesela, to w zeszłą sobotę zaliczyłam swój pierwszy w życiu ślub (a raczej ślub mojej przyjaciółki) na którym nie bawiłam się zbyt dobrze, może dlatego że byłam bez P. Pierwszy taniec był piękny, poleciała mi oczywiście łezka i pomyślałam, że ja być może nigdy nie przeżyję takiego momentu. Nie powinnam chyba myśleć zbyt intensywnie bo to mi nie służy.

Jutro zaczyna się maj, a wraz z majem wskakuję na pełen etat w pracy. Długo nad tym myślałam, i stwierdziłam że to chyba dobry moment, żeby przerwać karmienie piersią. Jestem dumna że udało mi się przez te 10. miesięcy, ale chyba chcę to już zakończyć. Poza tym boję się że później mogłoby być jeszcze trudniej, bo Michasia robi się coraz bardziej świadoma. Boję się tego, bo nie do końca wiem jak to zrobić, ale dzisiaj był pierwszy dzień „bez piersi”, tzn. Dzisiaj mała mleko z piersi dostała dwa razy- raz na chwilkę po południu, i później na dobranoc. Poza tym normalne inne dania, czyli obiadek, deserek, kaszkę no i parę butelek mm (jeszcze nie wypija pełnych porcji które jej przygotowuję). Teraz jeszcze przed położeniem się spać dam jej butlę mm i w nocy na pobudki spróbuję dawać jej wodę. Zobaczymy. Awaryjnie zawsze cyc będzie w pobliżu, ale nie ukrywam że nie mogę się doczekać całej przespanej nocy.