Znów mamy jakieś liczby w życiu, i w końcu nasze słońce. Zaczęło odnajdywać się u nas chyba jakoś równo w moje urodziny, które obchodziłam w zeszły piątek. Wiosno, piąteczka :-)

Wiosną odżywam, żyję po prostu, kocham wiosnę najmocniej ze wszystkich pór roku, bo wtedy wszystko jakoś budzi się do życia. Udało mi się nawet zapuścić paznokcie, choć co prawda wciąż walczę odżywkami o ich trwałość. A wczoraj było pięknie. Pierwszy raz w tym roku Misiul bez kombinezonu, bez kurtki, w dresiku i opasce- bez czapki! No pięknie, mówię Wam, bez tego ubierania i rozbierania, i bez płaczu który odwiecznie im towarzyszył. I co najważniejsze, i ku radości mojego dziecka – że bez rękawiczek! W końcu można było wszystko w wózku wymacać mini rączkami :-) Zrobiłyśmy sobie z dziewczynami małą wycieczkę do innego miasta, w poszukiwaniu butów na zbliżający się ślub moich przyjaciół. Sukienka już jest, choć co prawda u krawcowej (kupiłam sobie sukienkę w rozmiarze L, mimo że noszę XS/S) ale nie mogłam się powstrzymać by jej nie kupić.

Zahaczyłyśmy o pierwszy w życiu McDonald Miśki, która z zachwytem ogarniała cały lokal szczerząc się do każdego kto koło niej przechodził, zakąszając przy tym tę przeżartą chemikaliami McDonaldową frytkę. Ku naszemu zdziwieniu potrafiła nawet wciągnąć przez rurkę odrobinę szejka. Jednym słowem, na całe to słońce świat odkrywamy pełną parą smakami (jak widać nie tylko tymi zdrowymi), dotykiem, miejscami.

No i w moje urodziny pierwszy raz, po ponad dziewięciu miesiącach przespałam (ja!) całą noc bez pobudek, bo Miśka została na noc u mojej prawieTeściowej. Trochę na próbę przed weselem na które idziemy niedługo, a trochę żebyśmy się odstresowali w moje urodziny. Myślałam że będzie ciężko, ale było nawet… fajnie. Wiedziałam że mała jest w dobrych rękach, i nie martwiłam się wcale. I wyspałam się, mimo że następnego dnia miałam na 7:45 do pracy :-) Początkowo mieliśmy iśc do baru ze znajomymi, ale stanęło na tym że bawimy się wszyscy w naszym mieszkaniu. No i koniec bycia nastolatką- weszłam w magiczną, młodą dwudziestkę. :-)

Pierwszy raz w sklepowym wózku :D