W sobotę w południe dostarczono mi pod same drzwi mieszkania moją pięcioletnią siostrę, wraz z dość sporym tobołkiem jak na jedną noc, i dużym półmiskiem pierogów na zachętę. Misja polegała na przenocowaniu owej Młodej Damy w naszym gnieździe. Na szczęście Młoda Dama jest dość posłuszna, ja ją bardzo kocham a Miśka ma szaleństwo w oczach na jej widok.

Młoda została rozpakowana do jednej z szuflad, trochę się pobawiłyśmy, zjadłyśmy i pomogła mi wykąpać tą jeszcze młodszą, która odpada z towarzystwa już po godzinie 18. Młoda dama odpadła zaś dopiero o godzinie 22 (trochę mnie poniosło) ale co tam- sobota ;-)

Standardowo godzina 6 rano – Miśka gotowa do rozpoczęcia nowego dnia. A siostra moja… o dziwo również! (Do przedszkola nie tak łatwo ją obudzić). Na szczęście dziś była kolej P., więc zaprowadziłam mu dziewczynki do salonu gdzie spędził noc, i wróciłam do naszego łoża. Zasłoniłam rolety i spałam… dopóki sama się nie obudziłam. Warto wspomnieć że dawno tak nie miałam, bo zwykle po około dwóch godzinach P. budził mnie i mówił że Mała chce cyca.

Na zegarku była prawie 10:00, a na dworze piękne słońce. No więc wstałam. Nie dawało mi spokoju to, czy Paweł się domyślił że mała miała dostać lekarstwa,a rozpiskę miał na kalendarzu w kuchni. Domyślił się. Miśka walczyła ze snem jeszcze godzinę, później odpadła do 12-tej. Ja w tym czasie zjadłam szybkie śniadanie, wypiłam kawę, wstawiłam pranie, pomyłam podłogi (od jakiegoś czasu czynność obowiązkowa przynajmniej raz dziennie…), posprzątałam kuchnię i ogarnęłam z zabawek i przewietrzyłam salon.

Co dziwne po takim sprzątanku poczułam się lepiej, a P. stwierdził że ta niedziela jest w sumie całkiem okej (to chyba to słońce) – a P. niedziel nienawidzi – odkąd go znam w sumie. No i zaraził mnie tym dobrym samopoczuciem do wieczora.

Później dziewczyny się bawiły. Naprawdę się bawiły. Wspominałam, że Miśka pełza z prędkością światła po całym mieszkaniu już? Trzeba mieć na nią niezłe oko. Młoda Dama chowała się by po chwili wyskoczyć ze słowami „a kuku! tu jest bobas!” a Misiula ją goniła tak szybko jak potrafiła, a jak dama wyskakiwała to Misiula aż padała na plecy ze śmiechu. Uśmiałam się z nich co niemiara! Fajnie było by mieć więcej potomstwa :-)

Córka moja w końcu zaczęła samodzielnie siadać! Co prawda już ponad tydzień temu, a teraz ma to już w jednym paluszku. To takie urocze widzieć jak pełza przez pokój (jak żołnierz!) i co jakiś czas szybciutko siada i pełza dalej. To piękne, jak siła rośnie w takim człowieku! Uzębienia jak nie było, tak nie ma dalej. Ja za to zgłupiałam i zaczęłam brać małą na noc do naszego łóżka. Wygoda i brak moich schiz. Już czuję jak na własne życzenie będę się z nią miała.

Ale teraz Młoda Dama została już zabrana do własnego gniazda, Misiula śpi wykąpana a ja mam czas dla siebie. Żałuję że nie możemy wyjść na dwór, ostatnio jest tak ładnie! Znów przeziębienie i zalecenie siedmiodniowego pobytu w domu. Kaloryfery są na dwójce a i tak gorąco. Wietrzę i nawilżam jednocześnie i na zmianę. Wiosno, zlituj się! i przybywaj na dobre.