Dostałam pracę! W Daily (stary Schlecker) na 1/4 etatu, czyli dokładnie tak jak mi pasuje na tę chwilę, bo na dłużej nie chciałabym się rozstawać z Miśką, jeszcze nie teraz, kiedy każdy dzień to coś nowego (wczoraj Misiula zaczęła robić „Pa pa” na pożegnanie!)

Byłam wczoraj w Daily wstępnie na dwie godziny, zobaczyć co i jak. Zarzucili na mnie fartuszek, przyznali szafkę i od razu rzucili na głęboką wodę- na kasę fiskalną, przy której zdążyła się już zrobić mała kolejka. Oczywiście w obecności kierowniczki i innej pracownicy. Nie muszę chyba mówić że na TAKIEJ kasie (typowej jak w marketach) jeszcze nie pracowałam… ale powolutku i załapałam, pozapisywałam co trzeba w zeszycie i wierzę że większych problemów mieć nie będę. Później nowa koleżanka z pracy pokazała mi cały proces zamykania sklepu (nieco ciężki do ogarnięcia na pierwszy raz). Do zamknięcia sklepu na luźno obsługiwałam ostatnich klientów i muszę powiedzieć że czuję się tam świetnie. :) Zwłaszcza że nowa koleżanka z pracy to równa babka, tak samo jak i sama kierowniczka.

Poza tym dziś byliśmy w szkole, z Miśką została jej przyszła chrzestna, a moja przyjaciółka. Na całe szczęście jutro nie mamy zajęć, co wszyscy przyjęli z nieukrywaną radością, my również :)

 

Pogoda znów straszna, Miśka na końcówce przeziębienia (w poniedziałek byliśmy u pediatry i dostała kropelki), myślę że jutro już wypełzniemy z domu na niedzielny obiad do mojej mamy. Może nawet przyświeci słoneczko, jak to zwykle bywa w niedziele?

Wciąż powoli szukamy nowego mieszkania, oglądaliśmy już pare ale żadne nie spełniło naszych oczekiwań na tyle, by zrezygnować z obecnego gniazdka. Ogólnie trudno teraz coś znaleźć, ale jest nadzieja na pewien… domek jednorodzinny z ogrodem, na okolice czerwca… w naszej aktualnej dzielnicy w dodatku, czynsz tańszy od naszego obecnego, i to od mojej koleżanki z pracy, która emigruje w czerwcu na stałe z Polski. Ale to jeszcze nic pewnego, nie widzieliśmy go (a podstawowym warunkiem jest to, że mam się w nim dobrze czuć – ogólnie wolę mieszkania na wysokim piętrze, od domków!), więc jeśli nam się spodoba kiedy już go zobaczymy… wtedy będziemy planować dalej. Ale brzmi… bynajmniej zachęcająco.

A teraz uciekam na standardową atrakcję wieczoru – stertę mini ubranek do prasowania. :)