Ze zdumieniem stwierdzam jakieś podobieństwo w nastrojach z tamtych czasów. Dawno już nie myślałam o potrzebie gorącej herbaty, przy otwartym oknie – by marzły mi dłonie. By znów je ogrzewać herbatą, jej hektolitrami. Ze zdumieniem, bo mimo chwil tych trudniejszych, trwałam w byciu szczęśliwą przez ostatnie miesiące.

I przypadł mi dziś jakiś cięższy dzień, może zbiegło się na to parę trudniejszych spraw. Kiedyś pisałam o mojej konstrukcji, od której bywałam tak często zmęczona. Pisałam tak wiele, nie używając wcale wielu słów. Chciałam pisać dla siebie, zawsze tak było. Nie potrafię już dawno ufać ludziom, ufać im w swoich sprawach, prywatnych, nie prywatnych, rzadko w których.

Myślę o Hiszpanii, o życiu tam, o życiu tu, o tym wiecznym, nieustannym rozrywaniu na dwa światy. Może dlatego że to już przeszłość, teraz bywam szczęśliwsza? Może problem wcale nie tkwi w tym. Wiem tylko, że ciężko mi dziś, bardzo…