Wpisy z okresu: 3.2013

    Zapiera mi dech

    3

     

    Dawno już nie byłam tak przewrażliwiona, dawno, jeśli nie nigdy wcześniej. Chyba nigdy nie bolało mnie serce na tyle zła na tym naszym „drogim” świecie. Odkąd urodziłam, widzę i odczuwam wszystko jak przez Zoom. Co spowodowało że nagle tak się przewrażliwiłam? Posiadanie własnego dziecka, a może laktacja która też przecież miesza w hormonach?

    Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek wcześniej za każdym zdjęciem chorego dziecka zapierało mi dech w piersi. Żebym za każdym razem przez to uroniła choć łzę, teraz to nagminne! Co rusz moje serce dosłownie drży, bo w telewizji, radiu, w internecie słyszę, widzę i czytam o rzeczach tak strasznych. Biedne, całkiem maleńkie i bezbronne po te większe dzieci, chore, w patologicznych rodzinach, pokrzywdzone, niedopilnowane. Cierpnie mi skóra i boli mnie serce- dosłownie. Pragnę pomóc możliwie najwięcej, ale co ja dziś mogę? Gdyby udało mi się wygrać choćby w totka… największą przyjemność sprawiłaby mi pomóc innym. Dziś jedyne co mogę to wysłać SMS za każdym razem gdy widzę reklamę w tv. Obiecałam sobie że chociaż tak.

    Zaczynam mieć tego dość, bo ta bezradność dusi mnie w środku, powoli zaczynam mieć z tym problem bo ja nie jestem stworzona do świata tak złego… do takich ludzi! Nie potrafię. Czasem łapię się na myśli że niepotrzebnie wydałam dziecko na TAKI właśnie świat… co w nim pięknego, prócz chwil i lat które tworzymy między naszymi bliskimi? No co? Nie będę już tu poruszać kwestii Boga… w którego wierzę coraz mniej, a resztki wiary które mnie konfundują spowodowane są wpajaniem mi tej wiary praktycznie od samego początku mojego istnienia. Na co to wszystko? Chyba nie będę oryginalna mówiąc i myśląc że gdyby istniał ktoś taki jak Bóg nie byłoby tyle cierpienia. A już na pewno nie cierpiałyby bezbronne, niewinne dzieci. Żyjemy w chorym, zakłamanym, komercyjnym świecie.

    Cholernie mnie to wszystko uwiera. Jestem dziś rozżalona i zła na ludzi, zresztą nie tylko dziś; dziś to się po prostu w końcu ze mnie wylało. Cieszę się że jestem taką szczęściarą i mam zdrowie, ja i moja rodzina, moje dziecko. To zdrowie jest najważniejsze i niczego więcej nie chcę, tak nam będzie okej bo to wywołuje szczęście. Mój najpiękniejszy promyczek słońca.

    Misiulek

    Niedziela z Młodymi Damami

    4

     

    W sobotę w południe dostarczono mi pod same drzwi mieszkania moją pięcioletnią siostrę, wraz z dość sporym tobołkiem jak na jedną noc, i dużym półmiskiem pierogów na zachętę. Misja polegała na przenocowaniu owej Młodej Damy w naszym gnieździe. Na szczęście Młoda Dama jest dość posłuszna, ja ją bardzo kocham a Miśka ma szaleństwo w oczach na jej widok.

    Młoda została rozpakowana do jednej z szuflad, trochę się pobawiłyśmy, zjadłyśmy i pomogła mi wykąpać tą jeszcze młodszą, która odpada z towarzystwa już po godzinie 18. Młoda dama odpadła zaś dopiero o godzinie 22 (trochę mnie poniosło) ale co tam- sobota ;-)

    Standardowo godzina 6 rano – Miśka gotowa do rozpoczęcia nowego dnia. A siostra moja… o dziwo również! (Do przedszkola nie tak łatwo ją obudzić). Na szczęście dziś była kolej P., więc zaprowadziłam mu dziewczynki do salonu gdzie spędził noc, i wróciłam do naszego łoża. Zasłoniłam rolety i spałam… dopóki sama się nie obudziłam. Warto wspomnieć że dawno tak nie miałam, bo zwykle po około dwóch godzinach P. budził mnie i mówił że Mała chce cyca.

    Na zegarku była prawie 10:00, a na dworze piękne słońce. No więc wstałam. Nie dawało mi spokoju to, czy Paweł się domyślił że mała miała dostać lekarstwa,a rozpiskę miał na kalendarzu w kuchni. Domyślił się. Miśka walczyła ze snem jeszcze godzinę, później odpadła do 12-tej. Ja w tym czasie zjadłam szybkie śniadanie, wypiłam kawę, wstawiłam pranie, pomyłam podłogi (od jakiegoś czasu czynność obowiązkowa przynajmniej raz dziennie…), posprzątałam kuchnię i ogarnęłam z zabawek i przewietrzyłam salon.

    Co dziwne po takim sprzątanku poczułam się lepiej, a P. stwierdził że ta niedziela jest w sumie całkiem okej (to chyba to słońce) – a P. niedziel nienawidzi – odkąd go znam w sumie. No i zaraził mnie tym dobrym samopoczuciem do wieczora.

    Później dziewczyny się bawiły. Naprawdę się bawiły. Wspominałam, że Miśka pełza z prędkością światła po całym mieszkaniu już? Trzeba mieć na nią niezłe oko. Młoda Dama chowała się by po chwili wyskoczyć ze słowami „a kuku! tu jest bobas!” a Misiula ją goniła tak szybko jak potrafiła, a jak dama wyskakiwała to Misiula aż padała na plecy ze śmiechu. Uśmiałam się z nich co niemiara! Fajnie było by mieć więcej potomstwa :-)

    Córka moja w końcu zaczęła samodzielnie siadać! Co prawda już ponad tydzień temu, a teraz ma to już w jednym paluszku. To takie urocze widzieć jak pełza przez pokój (jak żołnierz!) i co jakiś czas szybciutko siada i pełza dalej. To piękne, jak siła rośnie w takim człowieku! Uzębienia jak nie było, tak nie ma dalej. Ja za to zgłupiałam i zaczęłam brać małą na noc do naszego łóżka. Wygoda i brak moich schiz. Już czuję jak na własne życzenie będę się z nią miała.

    Ale teraz Młoda Dama została już zabrana do własnego gniazda, Misiula śpi wykąpana a ja mam czas dla siebie. Żałuję że nie możemy wyjść na dwór, ostatnio jest tak ładnie! Znów przeziębienie i zalecenie siedmiodniowego pobytu w domu. Kaloryfery są na dwójce a i tak gorąco. Wietrzę i nawilżam jednocześnie i na zmianę. Wiosno, zlituj się! i przybywaj na dobre.


    • RSS