Tak, od jakiegoś tygodnia wreszcie to robimy- dzielimy się z Pawłem wstawaniem do latorośli, jako że latorośl często jeszcze na krótko przed siódmą rano jest już zwarta i gotowa do porannej zabawy, z radosną poranną kupą w nabrzmiałym, całonocnym Pampers’ie. Do tej pory wstawałam tylko ja, EWENTUALNIE łaskawie wstał pan do dziecia, by dziecię usadzić w foteliku przed telewizorem z bajkami a samemu jeszcze przysnąć na kanapie w salonie. Za taką pomoc to ja dziękuję bardzo, ale nie.

Oczywiście pan – łaskawca nie bierze chyba pod uwagę że to JA wstaję ledwo świadomie średnio co dwie godziny do zbudzonej (nie wiadomo czym) Miśki. Tak na przykład dzisiejszej nocy- zasnęło mi się z Miśką na rękach, w łóżku już oczywiście. Obudziłam się bo coś mnie kark bolał pod wpływem nienaturalnego zgięcia, patrzę a tu mój słodki ciężar w moich własnych ramionach, obok butelka z mlekiem – zimnym. Czyli musiałyśmy dobrą chwilę tak spać. Dzieć mój bardzo głęboko spał, więc powędrował od razu na powrót do swojego łóżeczka.

Nie powiem, zdarzyło mi się już tak zasnąć, nie raz, nie dwa. Ale z Misią w ramionach i cycem na wierzchu :D Więc podczas któregoś z nocnych karmień. Ale jak mogłam zasnąć zanim podałam córce butelkę?! skoro miałam ją już w ramionach!

A tak odbiegając od tematu nocnego zasypiania podczas nocnych pobudek… Muszę stwierdzić że butelkowe karmienie jest cholernie ciężkie! Dobra, może nie aż „cholernie”… ale ja, przyzwyczajona do wyłącznego wykładania na wierzch piersi dla Dziecia, mocno się zdziwiłam… i zmęczyłam! Miśka od tygodnia jest głównie na butelce, wspominałam już, po tym jak mnie pogryzła i nie dochodziłam do siebie ale ja zamierzam walczyć jednak o kontynuację mojej wspaniałej, jednopiersiowej laktacji!

Jak można mówić że karmienie butelką jest WYGODNE? W czym, ja się pytam? Koło łóżka w sypialni musiałam położyć sobie: podgrzewacz, w nim jedna już butelka z przegotowaną, wymierzoną wodą, grzejącą się w idealnej temperaturze; jeszcze dwie butelki z również wymierzoną, przegotowaną wodą (choć chłodną jeszcze) i kilka saszetek (już otwartych, tylko zatrzaśniętych klipsem) wymierzonego mleka modyfikowanego. A później idź jeszcze chociaż wypłucz zużytą butlę, nie mówiąc o ich myciu, wyparzaniu (wiem że powinno się wyparzać do 6-tego mż, ale jakoś nie mogę się powstrzymać by tego nie robić), suszeniu, przegotowywaniu wody na kolejne butelki… ja dziękuję, postoję! Przynajmniej dopóki mogę wykarmić Miśkę własnym mlekiem. Choć przyznam że w nocy jest ciężej niż w dzień, bo w dzień tego nie odczuwam, w nocy niestety latorośl wciąż często się budzi. Zatęskniłam za karmieniem piersią, z cycusiem już lepiej, więc wracamy do tego! Póki co, zaplanowane marcowe odstawienie od piersi odsuwamy w cień.