Śmieję się :) A bo w środę byliśmy na szczepieniu z Małą, oczywiście wcześniej badanie. Miśka ma 7 miesięcy i 2 tygodnie, i na ten czas waży 7115 gram i mierzy 68 centymetrów. W naszej przychodni ważą i mierzą maluchy przed wejściem do gabinetu na badanie, więc wchodząc już do gabinetu usłyszeliśmy na start od Pani doktor że mamy Unijne Dziecko. Z uśmiechem rzecz jasna, i rzecz się oczywiście miała do wagi Miśki.

Opowiedziałam Pani doktor o moim problemie, że od dwóch dni Mała jest na MM, że wydaje mi się że Mała za chudziutka, bo bobasy koleżanek takie fajne pampuchy. Pani doktor z uśmiechem stwierdziła że mała jest idealnym, przykładnym niemowlakiem jeśli chodzi o wagę i rozwój. Że absolutnie nie muszę dokarmiać jeśli wydaje mi się że mała głoduje, bo wcale tak nie jest, moje życiodajne mleczko wystarczy. Pokazała mi siatkę centylową widząc moją niezdecydowaną minę. Później mówiła o tym jak w dzisiejszych czasach rodzice przekarmiają takie niemowlaki i w efekcie mają problem z nadwagą już w tak młodym wieku, że to nic dobrego i że dzieciaki powinny być właśnie tak unijne jak moje dziecię. A pielęgniarka powiedziała że mamy cudowne dziecko – A my z Pawłem staliśmy i puchliśmy z dumy :D Unijna kruszyna…

Ja tam nie wiem. Wszystkie dzieci moich koleżanek, nawet te młodsze od mojego, są zdecydowanie większe i grubsze. Sądziłam że Miśka jest szczuplutka, ale zwalałam na geny, bo my z Pawłem cały życie wieszaki. A lekarka zrobiła mi wywód jakie te dzisiejsze dzieci są „otyłe” i żeby do tego absolutnie nie dopuszczać. Patrzeliśmy po sobie zdziwieni, bo myśleliśmy że zaleci dokarmianie MM, i wydawało mi się że im grubsze niemowlę tym lepiej :D W granicach rozsądku oczywiście. I dowiedzieliśmy się że… właściwie nie.