Wysłałam ponad godzinę temu Pawła z Misiątkiem na spacer, ja tymczasem wzięłam się za gruntowne porządki naszego gniazda, nie tylko dlatego że zdążył osiąść się już tu i tam kurz, ale też dlatego że znowu mieli przyjść zainteresowani jego kupnem. To już czwarta para która w ostatnim czasie przychodzi je oglądać, a wszystko po tym jak wpuściliśmy panią z nieruchomości żeby zrobiła nowe zdjęcia do ogłoszenia. Z wcześniejszymi jakoś nikt zainteresowany nie był.

Nic no, szukam nam powoli czegoś innego, choć dobrze nam tu. Choć drogo. Ale gdybyśmy mogli, to sami byśmy je kupili i zrobili po swojemu, o tak. Pomarzyć można :)

Tak wczoraj licząc tygodnie zdałam sobie sprawę że dziś mija równo 4 lata i 4 miesiące odkąd jestem z Pawłem. I równo 33 tygodnie odkąd urodziłam Misię. Wciąż i wciąż i WCIĄŻ dziwię się na szybko-biegnący czas. Mam cały ten czas prawie bez przerw w folderach (czas ostatnich 33-tygodni, bo z naszego związku większa większość niestety przepadła).

Tysiące zdjęć w folderach pogrupowanych w miesiące, a w miesiącach- pogrupowane w tygodnie życia Michasi. Jest ich tyle, że – nie wywołałam jeszcze ani jednego zdjęcia Miśki. Od 33 tygodni właśnie. Właśnie je segreguję, i wybierając te lepsze, wywołam je i – w jednej wielkiej pigule – zamieszczę na blogu. Planuję zrobić to samo ze zdjęciami z czasu ciąży. Także całkiem niedługo, na ramach Zapisków… wielka piguła pełna mojej Michaliny i mnie z ogromnym brzuchem.

Wczoraj pierwszy raz w życiu Miśka była na butelce. Moje NIE BUTELKOWE dziecko było na butelce. I butlę ssała z mojej ręki. Nie było walk o cyca, po prostu przyjęła to ciepłe (jakie niedobre!) mm z końcowym, jakże radosnym beknięciem. Dałam jej 200ml rano, po obiedzie i po kąpieli. Później kolejna około 23, ale razem ze 100ml mojego mleczka, więc tym razem mm wypiła mniej. Ostatnią butlę wypiła całą przed 1 w nocy, i spała bez pobudek prawie do 6 rano. Wciąż jestem w szoku.

I wciąż ze sobą walczę. Bo planowałam odstawić Misię od piersi jakoś z marcem, ale coś we mnie krzyczy by tego jeszcze nie robić. Powód wczorajszego butelkowania był prosty- moje dziecko tak mnie pogryzło podczas karmienia że porobiły mi się strupki i nie daję rady nawet odciągać go laktatorem, tak boli. Robię to masując piersi ręką, mleko spływa prosto do butelki. Więc nie mówiąc tu już o podaniu jej piersi. Niby mała ładnie w końcu je tą butlę, to mm. Ale moje mleko, odciągnięte, też wygląda dobrze! Tłuściutkie, wydaje się wciąż być kaloryczne. Bo mimo że mała nie przybiera dużo na wadze, i byłyśmy na kontroli wagi, pediatra nie sugerowała mi dokarmiania jej mm. Stwierdziła że mała rozwija się dobrze, jest pogodna, dobrze śpi, wagę przypisała genom – w końcu zarówno Paweł jak i ja, do grubasów nie należymy. A wracając do karmienia piersią… na domiar złego w prawej mam coraz mniej mleka, mała ją odrzuca i w efekcie chce tylko lewą, a ja chodzę z dwoma różno-rozmiarowymi cyckami. Mimo moich naturalnie małych rozmiarów, różnica rzuca się w oczy. Eh, co to były za czasy gdy laktacja się jeszcze nie unormowała a ja pierwszy raz w życiu miałam piękne, duże… :D

Jutro mamy w końcu szczepienie (które miało być 9 stycznia, ale mała musiała odczekać kilka tygodni po chorobie), to skonsultuję to na badaniu z naszą pediatrą. Pamiętam jeszcze co Pani pediatra powiedziała na temat karmienia piersią podczas pierwszej w życiu wizyty kontrolnej, po zważeniu, zmierzeniu i zbadaniu małej - ”Nie wiem jak Pani to robi, ale proszę karmić tak dalej, bo robi to Pani znakomicie” – te słowa dały mi takiego pozytywnego kopa… :) Na prawdę, nie ma nic lepszego od karmienia piersią, a ja uwielbiam cieszyć się każdym z nich.

 

Misia 2 tygodnie życia:

 

Misia 5 miesięcy życia: