Dłuższe zimowe spacery (okazja by hartować Misiulę!) skłaniają mnie do rozmyślań. Myślałam dziś o tym, jak nigdy wcześniej w życiu nie było tak, bym każdego dnia czuła się tak szczęśliwa, jak jestem od siedmiu miesięcy i dziesięciu dni. To niesamowite, nie przestaję się dziwić samej sobie. Że każdego dnia moje życie jest naprawdę OKEJ, że nie piszę już tylko o tym jak bardzo brakuje mi mojego słońca, bo dziś moje słońce obrało całkiem inny wymiar. Moje słońce nigdy już nie zgaśnie, a ja nie będę musiała tęsknić, mam dokładnie to czego potrzebuję. Boję się tylko tego, że kiedyś zapomnę o tych wszystkich miesiącach które są już za mną, że zapomnę jak bardzo były wyjątkowe. Dlatego w tej chwili bardzo żałuję że nie pisałam o tym wszystkim właśnie tutaj, w moim kawałeczku sieci. Mam tylko tysiące zdjęć, pełno folderów… pełnych szczęścia.

Z początkiem wakacji roku 2011 wróciłam na stałe do Polski, mieszkałam w Hiszpanii 7 lat. Zawsze marzyłam by wrócić, a później okazało się że czekają mnie miesiące sztucznego szczęścia. Na szczęście tylko kilka z nich, bo 16 listopada tego samego roku dowiedziałam się że w moim brzuszku rośnie Fasolka – i wtedy rozpoczął się prawdziwy i wyjątkowy – stan poważny :) Chcę zabrać moją Fasolę do Hiszpanii, może jeszcze w tym roku? Na ziemię, która mnie jednak ukształtowała. Cieszę się że mogę pisać o szczęściu, powtarzać to jeden raz, następny i kolejny – nie chciałabym nigdy zapomnieć o tym wszystkim, nigdy!

 

Porzucając sprawy sentymentalne… nasza Miśka w końcu cudownie, stabilnie i dłuuuugo pięknie sama siedzi. Od jakiegoś czasu, ale dla mnie to coś cudownego, widzieć ją w takiej pozycji, bo jeszcze do niedawna główną była pozycja na brzuszku :) Pełzanie oczywiście opanowane, czekamy na… raczkowanie, zębole… i samodzielne kroczki? Miśka jest tak silna, że od ponad miesiąca sama pięknie stoi, choć cały czas oczywiście ją asekuruję. Pediatra była w szoku że jest taka „sztywna” :) Podpierana delikatnie pod paszki całkiem pewnie i szybko z uśmiechem stawia kroczki.

Szukamy nowej bryki – spacerówki ;) Jak na razie najbardziej podoba mi się spacerówka Graco Evo. A przeglądnęłam tych spacerówek setki. Jeszcze się trochę wstrzymam z decyzją, choć nie odkładam poszukiwań. Rozglądamy się także za nowym gniazdkiem. Jest nam tu dobrze i wygodnie, ale wolałabym coś z mniejszym czynszem. Także powolutku szukam i zobaczymy jak to będzie.

A jutro przed P. przedsionek drogi do marzeń – testy psychologiczne do Wojska. Długo na to czekaliśmy, dla P. praca w Wojsku jako zawodowy żołnierz to marzenie. I w końcu zadzwonili, COŚ się ruszyło… trzymam mocno kciuki. No a ja sobie pracuję kilka razy w tygodniu dorywczo w swojej starej pracy, nie powiem, miła odskocznia i zawsze jakiś grosz wpadnie. Jutro też idę, na popołudnie – standard. Od 15 do 21, jak za starych „dwupak’owych” czasów :)

___________________________________________________________________

Tak sobie pozwoliłam przyuważyć że nie napisałam NIC o PIERWSZYM BOŻYM NARODZENIU mojego dziecka! Jakże to tak, skoro ten blog powstał właśnie z myślą o niej?! Pisząc bardzo w skrócie, w wieczór Wigilijny musieliśmy się roztroić… najpierw byliśmy godzinkę u mojej mamy, później godzinkę u rodziny P, a na koniec u moich dziadków od strony taty (moi rodzice są po rozwodzie). Ja tam sobie niczego z jedzonka nie żałowałam, pomimo karmienia piersią; Misiul pochłonęła opłatek i oczywiście dostała najwięcej prezentów ze wszystkich i była główną bohaterką każdej z Wigilii. Resztę Świąt również spędziliśmy w ratach u rodzinki :) Jako rekompensata, kilka zdjęć.