Wiecie, ja jak nigdy w życiu upajam się zmianami. Naprawdę, kocham je dziś, zawsze są takie… NOWE. Tak, od przeszło siedmiu miesięcy te zmiany są po prostu okej.

Zmieniam się ja, każdego dnia, a jeszcze bardziej, jeszcze intensywniej zmienia się Misia. Z szeroko otwartymi oczami i z zapartym tchem obserwuję ją każdego dnia, rośnie tak szybko, widzę to po zbyt małych już ubrankach, po coraz bardziej świadomych oczach. Moje dziecko wyciąga do mnie rączki, uśmiecha się gdy mnie widzi, mówi mama i tata, zaczęła się już niepokoić gdy nie ma mnie w pobliżu… To jest świetne! Widzieć każdego dnia jak się rozwija, jest taka moja, piękna, najcudowniejsza, jestem w niej kompletnie zakochana, nie ukrywam! I ja zmieniam się jako człowiek, bo jak wyglądało by moje życie bez niej? Z pewnością nie było by tak pełne, tak radosne. Tej radości i szczęścia nie można porównać do imprezy na której bawiłeś się tak dobrze. Musisz to czuć żeby zrozumieć. Dla niej chcę być dobra, chcę być przykładem, chcę dawać miłość – po prostu być mamą.

I kocham to wszystko! To jej tulenie i szukanie cycusia (koniecznie w tej chwili!), wstawanie w nocy co kilka godzin, te kąpiele i radosne poranne kupy :D i bezcenne… uśmiechy, spojrzenia spod piersi… i golutkie, najpiękniejsze na świecie mini stópki :) Nie zamieniłabym tego na nic.

A co nowego u nas? Łóżeczko drewniane wymienione w sypialni na stałe na turystyczne (dość nerwicy spowodowanej obijaniem się małej o szczebelki, teraz odbija się od siatki jak piłeczka a ja nie dostaję zawału:)), szukanie nowej spacerówki (będziemy się żegnać z ukochanym 4runnerem!) i oczekiwanie na pierwszy ząbek… kiedy to w końcu nastąpi?

A co po staremu? Kochamy się nad życie, Misia wciąż nie rezygnuje z mojego życiodajnego mleczka, i wciąż budzi się w nocy na wcześniej wymienione mleczko. Nie powiem, P. zaczął wstawać czasem do małej z rana kiedy nie pracuje, ale ja i tak muszę walnąć rozpuszczalną z jednej łyżeczki, tyle. Poza tym wciąż rządzi niepokonana kawa Inka. ;)

I… zimo, przepadnij, wiosno – przybywaj!!!