Wpisy z okresu: 2.2013

    Moja metamorfoza i pełne uśmiechy

    8

     

    Pogoda za oknem straszna. Nie wiem jak u Was, ale u nas zrobiła się potworna, zimna chlapa. Przejechanie wózkiem po takim nieodśnieżonym, zachlapanym i zmarzniętym chodniku jest nie lada wyczynem. Oficjalnie czekamy już tylko na ciepłą wiosnę, lekki płaszczyk i rozkwitające wokół życie!

    Ścięłam włosy. Miałam je długie odkąd pamiętam, czyli od co najmniej sześciu lat. Długie i ciemne, pamiętam jak w szkole dziewczyny chciały je dotykać żeby sprawdzić czy nie są doczepiane ;) Farbowane rzecz jasna, bo jestem, siłą natury – ciemną blondynką :) A tak mi się zamarzyło mieć krótkie włosy. Ile można być nastolatką? W tym roku kończę 20 lat, i to taka zmiana z tej okazji. Chciałam to zrobić kiedy kończyłam lat 18, tylko że się nie odważyłam. Teraz mi lekko i fajnie, mam „dłuższego Boba”. Paweł jest stanowczo na NIE. Mówi że ma w domu „inną babę”. To chyba jako statystyczny facet powinien się cieszyć z takiego stanu rzeczy, czyż nie? :)

    Michasię od wczoraj męczy porządny katarrrro. Mam nadzieję że nie dojdzie do tego nic więcej. Wychodzimy na spacery codziennie, w każdą pogodę (pomimo tych dróg…), chociaż na pół godzinki. Obniżyłam temperaturę w mieszkaniu co by się odporność mojej latorośli ostatecznie nie obniżyła. Chciałabym już sprzedać nasz wózek i kupić nową spacerówkę, już chyba ostatecznie mam wybrany model, ale muszę go jeszcze zobaczyć na żywo.

    Ale Misia jest cudowna. Wciąż żyjemy pełnymi, bezzębnymi (również wciąż!) uśmiechami, to nasza radość, nasz promyczek. Nad ranem latorośl domaga się emigracji z łóżeczka do naszego łóżka, oczywiście z pomocą moich ramion. W przeciągu paru dni podciągnęła się w pełzaniu z taką mocą, że trudno ją zmusić do pozostania tylko w salonie, zwiedza teraz na brzuchu większą część mieszkania, a ja chodzę za nią tylko i cieszę się, że to już tak urosło. I robi to szybko! Pięknie stoi, siedzi, pełza, turla się. W wanience kąpiemy się na siedząco, Misiula odkryła „chlapu chlapu” (a ja mokre ściany…) Kiedy to zleciało? Niedawno jeszcze tylko leżała. Uwielbiam nasze dni, tygodnie, miesiące…

    A teraz lecę do deski do prasowania, bo czeka na mnie urocza sterta niewyprasowanych ubranek i pieluch tetrowych. I rozwieszenie kolejnej miski równie uroczej kolejnej sterty mini-prania… :)

     

    P.S. Zmieniłam pseudonim na Estimada, chciałam coś normalniejszego niż nrth czy moje inicjały. Dziękuję wszystkim czytelnikom, chętnie wchodzę i czytuję bloga każdego kto do mnie zagląda i zostawi po sobie ślad :)

    Dzielimy się wstawaniem

    20

     

    Tak, od jakiegoś tygodnia wreszcie to robimy- dzielimy się z Pawłem wstawaniem do latorośli, jako że latorośl często jeszcze na krótko przed siódmą rano jest już zwarta i gotowa do porannej zabawy, z radosną poranną kupą w nabrzmiałym, całonocnym Pampers’ie. Do tej pory wstawałam tylko ja, EWENTUALNIE łaskawie wstał pan do dziecia, by dziecię usadzić w foteliku przed telewizorem z bajkami a samemu jeszcze przysnąć na kanapie w salonie. Za taką pomoc to ja dziękuję bardzo, ale nie.

    Oczywiście pan – łaskawca nie bierze chyba pod uwagę że to JA wstaję ledwo świadomie średnio co dwie godziny do zbudzonej (nie wiadomo czym) Miśki. Tak na przykład dzisiejszej nocy- zasnęło mi się z Miśką na rękach, w łóżku już oczywiście. Obudziłam się bo coś mnie kark bolał pod wpływem nienaturalnego zgięcia, patrzę a tu mój słodki ciężar w moich własnych ramionach, obok butelka z mlekiem – zimnym. Czyli musiałyśmy dobrą chwilę tak spać. Dzieć mój bardzo głęboko spał, więc powędrował od razu na powrót do swojego łóżeczka.

    Nie powiem, zdarzyło mi się już tak zasnąć, nie raz, nie dwa. Ale z Misią w ramionach i cycem na wierzchu :D Więc podczas któregoś z nocnych karmień. Ale jak mogłam zasnąć zanim podałam córce butelkę?! skoro miałam ją już w ramionach!

    A tak odbiegając od tematu nocnego zasypiania podczas nocnych pobudek… Muszę stwierdzić że butelkowe karmienie jest cholernie ciężkie! Dobra, może nie aż „cholernie”… ale ja, przyzwyczajona do wyłącznego wykładania na wierzch piersi dla Dziecia, mocno się zdziwiłam… i zmęczyłam! Miśka od tygodnia jest głównie na butelce, wspominałam już, po tym jak mnie pogryzła i nie dochodziłam do siebie ale ja zamierzam walczyć jednak o kontynuację mojej wspaniałej, jednopiersiowej laktacji!

    Jak można mówić że karmienie butelką jest WYGODNE? W czym, ja się pytam? Koło łóżka w sypialni musiałam położyć sobie: podgrzewacz, w nim jedna już butelka z przegotowaną, wymierzoną wodą, grzejącą się w idealnej temperaturze; jeszcze dwie butelki z również wymierzoną, przegotowaną wodą (choć chłodną jeszcze) i kilka saszetek (już otwartych, tylko zatrzaśniętych klipsem) wymierzonego mleka modyfikowanego. A później idź jeszcze chociaż wypłucz zużytą butlę, nie mówiąc o ich myciu, wyparzaniu (wiem że powinno się wyparzać do 6-tego mż, ale jakoś nie mogę się powstrzymać by tego nie robić), suszeniu, przegotowywaniu wody na kolejne butelki… ja dziękuję, postoję! Przynajmniej dopóki mogę wykarmić Miśkę własnym mlekiem. Choć przyznam że w nocy jest ciężej niż w dzień, bo w dzień tego nie odczuwam, w nocy niestety latorośl wciąż często się budzi. Zatęskniłam za karmieniem piersią, z cycusiem już lepiej, więc wracamy do tego! Póki co, zaplanowane marcowe odstawienie od piersi odsuwamy w cień.


    • RSS