Miałam pisać, pamiętam. Ale trudno było mi tu dotrzeć, zawsze jest coś przecież co trzeba wcześniej jeszcze zrobić. A myśli w głowie nazbierało się tak niebezpiecznie. Tak niebezpiecznie, że trudno jest mi się dziś określić.

Nowy Rok miał zacząć się w końcu fajnie, a stało się jak co roku. W tym roku padło na nasza Fasolkę (Miśkę), która załapała najpierw zapalenie gardła (i antybiotyk), później nawrót zapalenia gardła (tym razem ostry- i kolejny antybiotyk), następnie trzydniówkę (2 dni gorączkowania i wysypka) a na samym końcu najgorsze – pogotowie, i noc na obserwacji w szpitalu na oddziale chirurgii dziecięcej…

Wiecie, mam oczy dookoła głowy, a tu nagle okazuje się że i to nie wystarcza! Albo że ja się po prostu przeliczam (do czego przyznam, miewam tendencje). Tak w skrócie, z okazji iż nasze Pyzy (Miśka) ukończyło pierwsze półrocze swojego życia, postanowiliśmy z ojcem mej latorośli obniżyć poziom w łóżeczku. Po udanej akcji wsadziłam Pyzę do łóżeczka i zaczęłam wiązać ochraniacze na szczebelki łóżeczka, jak się okazało, zbyt wolno, bo latorośl postanowiła ćwiczyć przewroty i jak nie trzepnie główką o szczebelek…

Wzięłam na ręce, popłakała, przestała, rozbawiłam ją i tak jakoś mechanicznie pogłaskałam jej główkę. To, co poczułam pod palcami ścięło mnie z nóg- duże wgłębienie w samym ciemiączku! Myślałam że tam „zejdę”. I dawaj na pogotowie. RTG główki, a później karetką do szpitala odległego o godzinę drogi od naszego miasta, bo tam najbliższy oddział chirurgii dziecięcej. Noc na obserwacji, coś okropnego. Rano zrobili jeszcze USG przezciemiączkowe i nas wypisali, bo nic złego tam niby nie zobaczyli. Ale ile ja się strachu najadłam (…)  To się stało w niedzielę, a ja wciąż nie mogę tego przeżyć, tyle.

A poza tym pada śnieg. Jutro wybierzemy się chyba z Miśką na jakiś niedługi spacer, bo nie wychodziłyśmy z 2 tygodnie przez te choróbska. Bardzo za tym tęsknię i bliska jestem obłędu. Instynkt podpowiada mi że ta pogoda sprzyja odbudowania odporności Misiula. Choć strach wychodzić, bo gdzie nie pójdziesz tam prychają i parskają, bakteriami, wirusami, wszystkim po prostu.

 

Powoli planujemy Chrzest, trzeba o tym pomyśleć. Chyba na wiosnę jak będzie ciepło i przyjemnie. Opcja na imprezę po Chrzcinach – albo na 25 osób (opcja cała rodzina), albo na 6 (opcja chrzestni i my). Chyba w życie wejdzie opcja druga, bo w tym roku czekają nas jeszcze 3 śluby i roczek małej.

Dobra, będę pisać częściej, naprawdę. Muszę się gdzieś wygadać, bo jak nie tu to duszę to w sobie i wyżywam na ojcu mojej Miśki, a tak nie jest przecież okej.