37 tydzień, więc trzy teoretyczne tygodnie do końca. To dla mnie bardzo ważny tydzień, bo pod koniec tego tygodnia można uznać ciążę za donoszoną. Czyli już niedługo. Tak to szybko zleciało! Nie wiadomo nawet kiedy. Miśka waży już 3kg i pewnie jeszcze spokojnie przybierze na wadze do porodu. Skurcze śnią mi się po nocach, myślę czasem że chyba nie mogę się ich doczekać. Jakie to uczucie? Po czym rozpoznam że to TO? Że to już? Wszyscy mówią że po prostu będę wiedzieć. I już.

Torba do szpitala przezornie spakowana od wczoraj, choć brakuje jeszcze kilku rzeczy. Jadę dziś kupić materiał, z którego babcia uszyje mi falbanki i baldachim na moją 25cio letnią kołyskę, zabyteczek rodzinny ;) Jeszcze tylko wyszorować łóżeczko, wyprać i wyprasować do niego pościel… i chyba koniec przygotowań. Muszę jeszcze tylko przygotować naszą kicię kosmitkę, wziąć się trochę za jej wychowanie, bo póki co zbyt bardzo odbija jej szajba ;) Wczoraj jeszcze trochę a wylądowałaby za oknem (spokojnie, z parteru :P).

Chyba nie potrafię myśleć o niczym innym. Sprzątam, gotuję, prasuję, czekam. Odpoczywam. Zastanawiam się kiedy nadejdzie ten moment, bo już coraz trudniej jest mi się turlać. Więc czekamy, i czekamy. I czekamy. 

Wiecie, ja po prostu dam znać jak już coś się zacznie dziać, albo jak się stanie :)