Od pierwszego czerwca pożegnałam się z pracą i jestem na zwolnieniu, teraz na spokojnie przymierzam się do wykończenia pokoju Misi (P. musi jeszcze wyszlifować i polakierować łóżeczko), choć zostało mi już niewiele, bo jeszcze tylko wyprać kilka rzeczy, i wyprasować resztę już tych wypranych.

Powoli zaczynam już też szykować torbę do szpitala- szukam i przeglądam koszule, szlafroki i piżamki do karmienia, czekam też na zamówione kosmetyki na po porodzie i pierwsze kosmetyki Misi ;)

Zastanawiam się kiedy mnie złapie TEN moment. Zostało już tylko niecałe 5 tygodni. Jutro mam wizytę kontrolną u ginekologa, więc dowiem się jak dużo urosła moja dziewczynka. I będziemy rozmawiać o porodzie. Jedyne co wiem jak na razie to że będę rodzić z moim P., i w którym szpitalu (jedynym jaki mamy). Kiedy kładę dłoń na brzuchu czuję bicie jej serduszka, albo kiedy ma czkawkę. A jak wystawi nóżki albo dupkę to już całkiem :)

Na nowym mieszkaniu jest okej, coraz bardziej okej chyba. Przynajmniej już śpię tam spokojnie, choć z coraz większym trudem (zmiana pozycji, i męcząca nawet podczas snu mocna zgaga – masakra – że nie wspomnę o lataniu do kibelka co dwie godziny). Nadal nie mamy internetu, stąd tak rzadko piszę.