Mówią, że będzie słońce. Wiem, ja tak w kółko o słońcu, ale tak jest bezpieczniej, pisałam kiedyś jak wiele wspólnego ma słońce ze słodką kawą z mlekiem, koniecznie słodką. Ja już nie pijam mojej kawy, na rzecz rosnącego we mnie życia, ale pamiętam przecież smak. Pamiętam smak wszystkiego w sumie.
Słońce za kilka miesięcy będzie mi przeszkadzać, kiedy będę bardziej krągłą bambaryłą, kiedy trudno będzie mi się toczyć. Mówią mi też że spulchniałam na twarzy? tak, mówią. kurczę.
W zeszłym tygodniu obchodziłam swoją kolejną wiosnę, nic specjalnego właściwie, mówiłam już parę lat temu że życzyłabym sobie mieć wiecznie 16 lat, ewentualnie może 18. Z tej okazji zostałam obdarowana ręcznie robionym drzewkiem szczęścia, ośmiolatka która mi go podarowała czuła chyba że go potrzebuję.
Wciąż szukamy gniazdka, ja coraz rozpaczliwiej, chciałabym się już wepchać w jakiś kąt, rozpakować siebie, P. i Miśkę, której obecność idzie poczuć w prawie już skompletowanej wyprawce. Nie mam już w sumie gdzie tego chować, ale i tak się cieszę że do końca coraz mniej. Do końca wyprawki, Miśka niech sobie jeszcze we mnie posiedzi i podrośnie.
Jeśli chodzi o Misię, to w piątek zeszłego tygodnia wkroczyłyśmy w siódmy miesiąc już. Zmieniłam ginekologa na prywatnego, właściwie to na swoją Panią ginekolog do której chodziłam przed ciążą, bo miałyśmy lekkie komplikacje, ale po ostatniej wizycie kontrolnej już wszystko jest w porządku. Moje myśli powoli zaczynają krążyć wokół porodu, którego nie sposób będzie przeoczyć, którego na razie się jeszcze nie boję. Boję się braku gniazda, ot co. Naprawdę, córeczka niech sobie tam rośnie przynajmniej do czterdziestego tygodnia, wszyscy będziemy spokojniejsi. :-)
Mała już się tak wierci, że cały brzuch mi lata, o nocach już nie wspomnę. Ale kocham to maleństwo, mimo że jeszcze go nie znam. Ale już je kocham.

Mówią, że będzie słońce. Wiem, ja tak w kółko o słońcu, ale tak jest bezpieczniej, pisałam kiedyś jak wiele wspólnego ma słońce ze słodką kawą z mlekiem, koniecznie słodką. Ja już nie pijam mojej kawy, na rzecz rosnącego we mnie życia, ale pamiętam przecież smak. Pamiętam smak wszystkiego w sumie.

Słońce za kilka miesięcy będzie mi przeszkadzać, kiedy będę bardziej krągłą bambaryłą, kiedy trudno będzie mi się toczyć. Mówią mi też że spulchniałam na twarzy? tak, mówią. kurczę.

W zeszłym tygodniu obchodziłam swoją kolejną wiosnę, nic specjalnego właściwie, mówiłam już parę lat temu że życzyłabym sobie mieć wiecznie 16 lat, ewentualnie może 18. Z tej okazji zostałam obdarowana ręcznie robionym drzewkiem szczęścia, ośmiolatka która mi go podarowała czuła chyba że go potrzebuję.

Wciąż szukamy gniazdka, ja coraz rozpaczliwiej, chciałabym się już wepchać w jakiś kąt, rozpakować siebie, P. i Miśkę, której obecność idzie poczuć w prawie już skompletowanej wyprawce. Nie mam już w sumie gdzie tego chować, ale i tak się cieszę że do końca coraz mniej. Do końca wyprawki, Miśka niech sobie jeszcze we mnie posiedzi i podrośnie.

Jeśli chodzi o Misię, to w piątek zeszłego tygodnia wkroczyłyśmy w siódmy miesiąc już. Zmieniłam ginekologa na prywatnego, właściwie to na swoją Panią ginekolog do której chodziłam przed ciążą, bo miałyśmy lekkie komplikacje, ale po ostatniej wizycie kontrolnej już wszystko jest w porządku. Moje myśli powoli zaczynają krążyć wokół porodu, którego nie sposób będzie przeoczyć, którego na razie się jeszcze nie boję. Boję się braku gniazda, ot co. Naprawdę, córeczka niech sobie tam rośnie przynajmniej do czterdziestego tygodnia, wszyscy będziemy spokojniejsi. :-)
Mała już się tak wierci, że cały brzuch mi lata, o nocach już nie wspomnę. Ale kocham to maleństwo, mimo że jeszcze go nie znam. Ale już je kocham.