Pogoda nie sprzyja, ale trzymam się myśli że jutro się najem dokładnie tak jak nie powinnam, w trzech miejscach z rzędu, jako że musimy się roztroić żeby być na śniadaniu u rodziny mamy, u rodziny taty, i u rodziny P. Czuję że przybędzie mi z pięć kilo, ale co z tego, i tak nie mieszczę się już w żadną z moich koszul, które tak lubię. W ogóle w mało co się mieszczę, mam okropnie krótkie, kruche i złamane paznokcie i apetyt na płatki z mlekiem i śledzie najchętniej zaraz potem.

 

I trzy dni, trzy dni wolnego w pracy z rzędu, tego jeszcze nie było :) znaczy to że od rana pałętam się bez celu bo nie mam co ze sobą zrobić, gdzie się podziać, nie uczestniczę też w przygotowaniach świątecznych, bo wolę być egoistką i odpoczywać. Miśka rzuca mi się po całym brzuchu już bardzo często, właściwie o każdej godzinie, potrafi mnie nawet zbudzić w nocy, wciąż tworząc tym we mnie półuśmiechy pod nosem, Michalina moja. :-)

Pisałabym częściej, gdyby nie to że zawsze kiedy wchodzę Onet błądzi, myli się i wyskakują mi różne dziwne rzeczy, a w moim stanie nerwy nie są stalowe. W każdym razie. Życzę Wam, kochani odwiedzający którzy jeszcze tu o mnie pamiętają, spokojnych Świąt na wesoło, no i smacznych tych całych jajek :-) I oby Wam dziewczyny te świąteczne ciasta i smakołyki poszły… no wiecie w co. :)