Intymnie stwierdzając, pod prysznicem widzę już tylko palce swoich stóp, i wiecie, czy wiecie, czy na prawdę zdajecie sobie sprawę jak dziwnym jest to uczuciem? Myślę o moim płaskim brzuchu, sprzed tych wszystkich lat świetlnych, sprzed tych siedmiu miesięcy i dziwię się na swoją sylwetkę hipcia, wobec czego każdy obchodzi się ze mną jak z jajkiem. Może to jedna z największych frajd ciąży, no, oprócz kopniaków Michaśki.

Młodzi ludzie są szaleni, przykładem moi przyszli teście, którzy już szarpnęli się na mój wymarzony wózek (e tam zabobony!) i sprawili wnuczce pięknego 4runnera. Aaaaano, młodzi- teściowa przed 40stką, teść świeżo po 30stce. Nie mówiąc już o tym że nie mam gdzie pomieścić śpioszków, bodziaków, pajacyków, kaftaników, sukieneczek i bluzeczek mojego szalejącego w brzuchu dziecka. Nie muszę chyba mówić  że na widok każdej sztuki rośnie serce.

Tymczasem pogodę mamy paskudną, na moje wczorajsze trampki zapadał śnieg. Pochwalę się- odszedł mi jeden z największych moich stresów: ZDAŁAM prawko! Niespodzianką dla siebie, szalonym piskiem przez cały dzień, w końcu mam to za sobą, w końcu koniec z wycieczkami do WORD’u. Nie udało się za pierwszym razem, ale jest, jest! Emocje mi już trochę opadły, bo zdałam 30stego, no ale pochwalić się muszę :-) Ze stresu całą drogę egzaminacyjną spinałam bezwiednie brzuch, biedna Misia. Nie kopała. Dopiero przy wypisywania pozytywu dała mamusi porządnego kopa, a jak!

Dobra, będzie dobrze, na prawdę. Mimo że każdego dnia coś, jednak zawsze trochę do przodu.