Wpisy z okresu: 4.2012

    Właściwie, że już niedługo u siebie

    5

    Bo właściwie to udało nam się znaleźć mieszkanie, tylko nie chciałam nic pisać do podpisania umowy, nie chciałam zapeszać jak ostatnio. Teraz kiedy umowa podpisana, klucze w ręce i kaucja wpłacona można się cieszyć – wkrótce we własnym kącie!!! :)

     Mieszkanie jest piękne, nowoczesne, po kapitalnym remoncie, nawet spore bo Miśka będzie miała swój pokoik, no weszłam i wiedziałam że to jest to. Przeszło nasze najśmielsze oczekiwania, bo w tej cenie widzieliśmy do tej pory same niewypały na które nie warto było się decydować. Może więc warto było przeczekać :)) Ma nawet pustą sporą piwnicę (P. już się cieszy z miejsca na siłownię) i ogródek :)

     Zamierzamy się tam wprowadzić z początkiem maja, trzeba tam pozwozić nasze rzeczy (co prawda niewiele), P. musi poskręcać i wstawić nową kuchnię, ja zajmę się sprzątaniem, no i kupić większość rzeczy, jak np. meble do salonu, pralkę, i mnóstwo pierdół których nie mamy bo nigdy nie mieszkaliśmy sami i nie mieliśmy okazji uzbierać ;) Czyli praktycznie od podstaw!

     Jadę zaraz z mamą wybrać jakąś pralkę, mikrofalę, itd., i kupić te wszystkie pierdoły do mieszkania o których mowa była wcześniej, łącznie ze środkami czystości itd. I muszę przyznać że cieszy mnie ta „zakupowa wyprawa” bo lubię takie rzeczy. Dodam że gdyby nie nasze rodziny to nie byłoby tak kolorowo, bo jedna część na nowe mieszkanie postanowiła nas obdarować sprzętami, a druga meblami.

     P. dał mi wolną rękę w urządzaniu mieszkania, po tym jak w ciemno podpisał umowę o mieszkanie którego jeszcze nie widział, a później jak mu szczena opadła kiedy je zobaczył (zaufał tylko i wyłącznie mojemu zdaniu). Czyli ja się zajmuję sprzątaniem i urządzaniem, a on skręcaniem i sprawami typowo mieszkaniowo-naprawkowymi, o których ja nie lubię nawet wiedzieć.

     Będzie dobrze, nasze pierwsze gniazdko, już się nie mogę doczekać, przed nami jeszcze trochę pracy, ale ostatecznie przed porodem będę spokojna. I Misia będzie miała swój własny piękny pokoik, który już widzę.

     I wybaczcie te przechwalanki, ale jestem taka szczęśliwa, wreszcie wszystko zaczyna się dobrze układać! A nawet lepiej niż dobrze. Chyba to drzewko szczęścia pomogło!

    Siódmy miesiąc.

    12
    Mówią, że będzie słońce. Wiem, ja tak w kółko o słońcu, ale tak jest bezpieczniej, pisałam kiedyś jak wiele wspólnego ma słońce ze słodką kawą z mlekiem, koniecznie słodką. Ja już nie pijam mojej kawy, na rzecz rosnącego we mnie życia, ale pamiętam przecież smak. Pamiętam smak wszystkiego w sumie.
    Słońce za kilka miesięcy będzie mi przeszkadzać, kiedy będę bardziej krągłą bambaryłą, kiedy trudno będzie mi się toczyć. Mówią mi też że spulchniałam na twarzy? tak, mówią. kurczę.
    W zeszłym tygodniu obchodziłam swoją kolejną wiosnę, nic specjalnego właściwie, mówiłam już parę lat temu że życzyłabym sobie mieć wiecznie 16 lat, ewentualnie może 18. Z tej okazji zostałam obdarowana ręcznie robionym drzewkiem szczęścia, ośmiolatka która mi go podarowała czuła chyba że go potrzebuję.
    Wciąż szukamy gniazdka, ja coraz rozpaczliwiej, chciałabym się już wepchać w jakiś kąt, rozpakować siebie, P. i Miśkę, której obecność idzie poczuć w prawie już skompletowanej wyprawce. Nie mam już w sumie gdzie tego chować, ale i tak się cieszę że do końca coraz mniej. Do końca wyprawki, Miśka niech sobie jeszcze we mnie posiedzi i podrośnie.
    Jeśli chodzi o Misię, to w piątek zeszłego tygodnia wkroczyłyśmy w siódmy miesiąc już. Zmieniłam ginekologa na prywatnego, właściwie to na swoją Panią ginekolog do której chodziłam przed ciążą, bo miałyśmy lekkie komplikacje, ale po ostatniej wizycie kontrolnej już wszystko jest w porządku. Moje myśli powoli zaczynają krążyć wokół porodu, którego nie sposób będzie przeoczyć, którego na razie się jeszcze nie boję. Boję się braku gniazda, ot co. Naprawdę, córeczka niech sobie tam rośnie przynajmniej do czterdziestego tygodnia, wszyscy będziemy spokojniejsi. :-)
    Mała już się tak wierci, że cały brzuch mi lata, o nocach już nie wspomnę. Ale kocham to maleństwo, mimo że jeszcze go nie znam. Ale już je kocham.

    Mówią, że będzie słońce. Wiem, ja tak w kółko o słońcu, ale tak jest bezpieczniej, pisałam kiedyś jak wiele wspólnego ma słońce ze słodką kawą z mlekiem, koniecznie słodką. Ja już nie pijam mojej kawy, na rzecz rosnącego we mnie życia, ale pamiętam przecież smak. Pamiętam smak wszystkiego w sumie.

    Słońce za kilka miesięcy będzie mi przeszkadzać, kiedy będę bardziej krągłą bambaryłą, kiedy trudno będzie mi się toczyć. Mówią mi też że spulchniałam na twarzy? tak, mówią. kurczę.

    W zeszłym tygodniu obchodziłam swoją kolejną wiosnę, nic specjalnego właściwie, mówiłam już parę lat temu że życzyłabym sobie mieć wiecznie 16 lat, ewentualnie może 18. Z tej okazji zostałam obdarowana ręcznie robionym drzewkiem szczęścia, ośmiolatka która mi go podarowała czuła chyba że go potrzebuję.

    Wciąż szukamy gniazdka, ja coraz rozpaczliwiej, chciałabym się już wepchać w jakiś kąt, rozpakować siebie, P. i Miśkę, której obecność idzie poczuć w prawie już skompletowanej wyprawce. Nie mam już w sumie gdzie tego chować, ale i tak się cieszę że do końca coraz mniej. Do końca wyprawki, Miśka niech sobie jeszcze we mnie posiedzi i podrośnie.

    Jeśli chodzi o Misię, to w piątek zeszłego tygodnia wkroczyłyśmy w siódmy miesiąc już. Zmieniłam ginekologa na prywatnego, właściwie to na swoją Panią ginekolog do której chodziłam przed ciążą, bo miałyśmy lekkie komplikacje, ale po ostatniej wizycie kontrolnej już wszystko jest w porządku. Moje myśli powoli zaczynają krążyć wokół porodu, którego nie sposób będzie przeoczyć, którego na razie się jeszcze nie boję. Boję się braku gniazda, ot co. Naprawdę, córeczka niech sobie tam rośnie przynajmniej do czterdziestego tygodnia, wszyscy będziemy spokojniejsi. :-)
    Mała już się tak wierci, że cały brzuch mi lata, o nocach już nie wspomnę. Ale kocham to maleństwo, mimo że jeszcze go nie znam. Ale już je kocham.


    • RSS