Może razem ze słońcem wszystko jest jakoś bardziej okej, bardziej stałe. Przede naszym obrotem życiowym o całe te stopnie tak nam znane, dużo przed nami.

Właściwie kalendarzowo zostało nam około 15 tygodni do wyjścia na świat naszej gwiazdy, o ile nie zechce wyjść wcześniej (córeczko bądź grzeczna i czekaj do lipca!).

Mamy tylko około 3 miesiące na całkowite uregulowanie się finansowo, znalezienie mieszkania (jutro idziemy oglądać jakąś wybitnie tanią kawalerkę, już się boję jej „uroków”), odświeżenia go rzecz jasna, skompletowanie wyprawki (jak na razie mamy jedynie prawie całkowicie skompletowaną pierwszą garderobę Miśki, dwie huśtawki, kilka niemowlęcych piekielnie drogich i zbędnych misiów i parę pierdółek), i dokończenie przed szczęśliwym porodem kilku ważniejszych osobistych spraw, żeby mieć już spokój.

Właściwie na rzecz wyprawki została zakupiona porcelanowa świnka, do której odkładam każdy banknot i grubsze drobne z portfela (tym sposobem oszczędzam, ale w portfelu nie mam prawie nic). Ostatnio bliska byłam rozebrania świnki na rzecz pójścia do fryzjera, ale dałam radę. I nowa torebka by się przydała, i większa część garderoby (niebezpiecznie rosnę). I te dojazdy do szkoły co drugi weekend. Z utęsknieniem czekam więc na dziesiątego każdego miesiąca.

Niby wszystko idzie ku dobremu; jeśli to mieszkanie nie okaże się takie tragiczne, można już zacząć działać. Marzę o momencie w którym przestaję w końcu pracować i wyleguję się w swoim własnym łóżku w swojej własnej choćby klitce, każdej nocy z moim własnym przyszłym mężem. I oczekuję na moją własną gwiazdę.

Cieszy mnie też część podjętych decyzji względem Miśki, takie jak imię, w końcu po wielu godzinach decyzji, czytania, informowania się- wybranie idealnego wózka, skompletowanie ciuszków, chrzestnych, i takie tam.

Ale ogólnie to chce mi się spać i nie myśleć. Praca moja, praca P., comiesięczne zbieranie zamówień z Oriflame, szkoła, prawo jazdy, mieszkanie a raczej jego brak, powiększające się we mnie życie i sama ja- to trochę dużo. Dajcie słońca by to łagodnie przetrwać! :)