Jest wszystko okej, każdy cal mojej Michaliny jest wspaniały. Fakt że to stuprocentowa dziewczynka, uczciłam od razu po wyjściu z gabinetu, dokonując zakupu trzech nowych par przeuroczych dziewczęcych body (chyba tak to się pisze?). Intuicja jednak nie zawiodła- mówiłam że Miśka będzie, przecież!

Widziałam twarzyczkę mojego dziecka w wymiarze 4D, na ten widok urosło mi serce do wymiarów przekraczających rozmiar słońca, poznałam rozmiar stópek mojej córeczki, widziałam jej rączki, stópki, całe nóżki, zasłaniała się rączkami, otwierała buzię i łykała wody płodowe. Najbardziej niesamowite chwile w moim życiu, czułam jak w nich rosnę.

Właściwie jestem już w szóstym miesiącu, dowiedziałam się czyli że dwa tygodnie więcej niż myślałam. Mamy już wybrany piękny wózek Miśki, całą szafkę ciuszków czekających na pierwsze pranie. Właściwie przecież trzeba już powoli myśleć o wyprawce dla Kruszyny.

Nie sądziłam że tak ciężko będzie się przewracać z boku na bok w nocy, że P. tak wcześnie będzie musiał wypychać mnie z łóżka, czuję się jak mała foczka, JA, wieczny chudzielec. Z najpiękniejszą przyjemnością głaszczę po brzuchu rozpychające się we mnie życie, często tak fikające i przybijające piąteczki.