Brak dziś w nas czasu na cokolwiek, we mnie pełno witamin, kwasu foliowego i oczekiwania.

Tygodnie w moim życiu tak szybkie i wyjątkowe jak nigdy. Z każdym z nich bliżej Miśki, bliżej siebie, więcej radości z kilogramów, więcej przeczytanych książek, więcej godzin pracy, lekko opuchnięte kostki i mało snu.

Zobaczymy naszą Miśkę, która wcale Miśką nie musi się okazać, zobaczymy ją pierwszy raz tak dokładnie w postaci człowieczka, już nie takiej fasolki, niedługo. Zobaczymy naszego własnego człowieka, który tak pięknie dopełni nas i sprawi z nas rodzinę. Tymczasem wkraczamy już w piąty miesiąc.

Jest jak kiedyś, kiedy wyjeżdża na jeden dzień, a mnie boli cała skóra z tęsknoty. Mimo braku słońca, mimo braku snu, brzuch w środku uśmiecha mi się często.

 

:)