Wróciłam z pracy i zajadam się babcinymi gołąbkami w odgłosach po raz już czwarty chyba powtarzanego odcinka Pingwinów z Madagaskaru. Na stoliku czeka na mnie kawa inka z mlekiem którą wypiję w towarzystwie Młodej, która w wieku swoich czterech lat powinna już spać, która mówi do mnie „mała”.

- Ej mała, a pamiętasz?

Uśmiecham się, słowo „pamiętasz” wyciąga z zakamarków mózgu miliony rzeczy, które na co dzień są całkiem nieprzydatne, a jeśli zaczynasz o nich mówić, nabierają barw, ożywają, mienią się i pachną.

No i Młoda z całą pewnością nie używa tego słowa jeszcze świadomie, ale to nic. Ja pamiętam. Najbardziej zapamiętam jednak te jej dorosłe teksty, o których znaczeniu w rzeczywistości nie ma pojęcia. Są takie piękne w jej myszeczkowatych usteczkach.

Mój P. dzisiaj pierwszy raz odczuł kopniaczka naszego dziecka, do tej pory tylko ja czułam to wiercenie. Byliśmy akurat na zajęciach, szepnęłam że się wierci, a on przyłożył dłoń, i wtedy nasza Miśka przybiła mu piąteczkę, a mi na widok jego wpółotwartych z wrażenia ust zaszkliły się oczy. Takie momenty są piękne, budujące. Nasz własny mały człowieczek daje o sobie znać, możemy go czuć, już obydwoje.

 

Tak, to zdarzenie z całą pewnością można będzie przypisać do fajnego słowa „pamiętasz” :)