Poddałam się. Poddałam się, i nie pomogła mi żadna z odżywek do paznokci, nie pomogły poważnie nadszarpujące mój budżet witaminy które łykam dla fasolki a które mają niby wszystko w sobie, nawet dodatkowe tabletki z żelazem i kwasem foliowym podwójnie nadszarpujące, jak powyższe- nie pomogły. Silna wola też nie, bo mało jej dziś we mnie, ale nie o to chodzi. Nie zapuszczę nigdy pięknych, długich, mocnych paznokci. Bo zawsze kiedy je już prawie prawie mam- rozdwajają się bez litości. Dziś mam piękne żelki na palcach, pięknie pomalowane, jak lubię, i nie ubolewam tak bardzo, bo tak bardzo nie przejmuję się właśnie że zaraz mi się coś rozdwoi.

 

P. obchodzi tylko nasze dziecko. Ciągle to czuję. Nie chodzi o mnie, wcale nie chodzi o mnie. Chodzi o to aby mnie bezpiecznie odprowadzić do domu i z domu, żeby czasem dziecko coś nie ten. I żebym zjadła obiad, bo dziecko. Ale że z dzieckiem dzielę moje nastroje i samopoczucie, to o tym nie pamięta. Jestem ze wszystkim sama. I dowiedziałam się że moje wszelkie teorie są mongolskie, nie powiem kogo cytuję.

 

Przyjaciółka mnie nie pociesza. Na moje narzekania, że on już mnie nie ten, że tylko dziecko,  słyszę że „no wiem”. Jak radośnie zasugerowałam że niedługo może P. oświadczy mi się na poważnie (nasze oświadczyny mieliśmy w 2009r) bo dużo o tym rozmawialiśmy, tylko się roześmiała, żebym dała spokój, że widać że on nie chce. Widać też że moi najbliżsi lubią podtrzymywać na duchu. Nie wierzę że moja wielka miłość może się tak walić, przez co, przez hormony, czy przez brak pracy?

Czuję się samotna, wyżywam się na mamie, u której teraz sypiam, a sypiam, bo kocham po pracy przytulać policzek do mojej czteroletniej siostry i tak zasypiać. Dla niej jestem najważniejsza, bo oddaje mi swoje kakao, pozwala przełączyć bajki na moje filmy, lubi się ze mną potulić, i nie pozwala mamie na mnie krzyczeć. Wita się też z Miśką, dzisiaj pokazywałam jej na obrazku jaka jest już duża i że będzie się z nią kiedyś bawić. Kocham ją najmocniej. Tylko w jej oczach widzę szczerą radość z mojej obecności, no i w oczach psa P., ale on to tak chyba do wszystkich.

 

Miśka dzisiaj wierciła się jak nigdy, z siedem razy od rana. Chcę dziś już tylko kakao, od którego ponoć będę gruba, i łóżka dzielonego z młodą która lubi tulić.